Zarezerwuj miejsce na wyprawę


    1
    2
    3
    4
    5
    6
    7
    8
    9
    10
    11
    12
    wideo

    10.01.2024

    Relacja z Patagonii i Ziemi Ognistej – 8500 km w 26 dni

    Relacje z wypraw

    8500 km w 26 dni. Na trasie rozegrali turniej ping-ponga, zdobyli nieznany nikomu szczyt i mierzyli się z potężnymi wichrami. Z  wyprawy powstał film naszego Uczestnika oraz relacja z Patagonii i Ziemi Ognistej Dominiki Serzysko, pilotki grupy. Gotów do drogi? :)

    Czekamy z niecierpliwością, aż samolot wyląduje i rozpocznie się wyprawa. Nasze cele to Argentyna i Chile, bo na terenie obu krajów rozciąga się patagońska kraina, choć zwiedzimy też Santiago oraz Buenos Aires – tymi słowy Dominika rozpoczyna swoją relację z Patagonii i Ziemi Ognistej.

    Dzika i rozległa Patagonia leży w Ameryce Południowej w Argentynie i Chile. Przysłowiowy „koniec świata” jako pierwszy opłynął Ferdynand Magellan. Później przybył Karol Darwin, by obserwować prymitywnych Paragonów i zbierać skamienieliny potrzebne w badaniach nad teorią ewolucji, a jeszcze później ukrywali się tu słynny Butch Cassidy i Sundance Kid.

    Najlepszą porą do odwiedzin Patagonii jest okres od listopada do marca. Przybywający tu wspinacze zdobywają może nie najwyższe, ale na pewno jedne z najtrudniejszych technicznie gór świata. Dobrze przygotowani i otwarci na przygodę ruszyliśmy w teren, aby przez 26 dni pokonać 8500 kilometrów.

    Wyprawa zaczyna się konkretnie! Wspinamy się na aktywny chilijski Wulkan Villrica (2847 m n.p.m.), a z wierzchołka zjeżdżamy na „jabłuszkach”. Z Chile trasa prowadzi przez graniczący z Argentyną Park Narodowy Nahuel Huapi do Bariloche.

    Bariloche to piękne miasteczko w klimacie latynoskiego Zakopanego ze szwajcarską architekturą, niemieckimi osadnikami i włoską recepturą czekolady. Pierwsze steki, wino i słynna czekolada dodają nam energii na eksplorację okolicy.

    Nasz przewodnik, Juan, barwnie i szczegółowo przybliża historię, geologię, lokalne zwyczaje i legendy, co głosem Krystyny Czubówny tłumaczy pilotka Dominika ;-). Obserwujemy też czarny zanikający lodowiec, wodospady, jeziora, rzeki i wyspę miłości. Wszystko to robi a serio piorunujące wrażenie – aż do końca wyjazdu wątek pojezierza Bariloche będzie wracać w naszych w rozmowach.

    Zjazd na jabłuszku z wulkanu Villarika. Foto Dominika-Serzysko

    Kolejnym etap naszej wyprawy do Patagonii pokonujemy nocnym autobusem, by bladym świtem obudzić się w nad oceanicznym Puerto Mandryn. Zmiana transportu i już mkniemy do urokliwego Puerto Piramides, gdzie  jesienią można obserwować migrujące wieloryby. Natomiast cały rok można z dość bliska przyjrzeć się lwom morskim, słoniom morskim, pingwinom, a nawet spotkać pancernika.

    Dla mnie Ameryka Południowa to drugi dom. Trochę nieoczywisty, bo jakby w odległej galaktyce, gdzie są nie tylko inne krajobrazy i kultura, ale również czas. Inaczej płynie i inaczej się go tu pojmuje. Najlepiej widać to podróżując przez Chile lub argentyńskie równiny lokalnym transportem. Mimo najszczerszych chęci rzadko kiedy startuje się i dojeżdża na wyznaczoną porę. Nasz autobus spóźnił się 4 godziny w związku z kontrolą policji na wcześniejszym odcinku.

    Pingwin z Półwysepu Valdez. Foto Dominika-Serzysko

    Siłą rzeczy spóźniamy się na kolejny przesiadkowy, ale szybko udaje się wynająć extra taksówkę do samego El Calafate. Po takich przygodach każdy marzy już tylko o lokalnym piwie Patagonia z jagodą Calafate i gigantycznej milanezie 🙂 Trzeba się też wyspać, bo rano ruszamy na spotkanie czoło w ‘czoło’ z niesamowitym, błękitnym, wysokim na 80 metrów lodowcem Prito Moreno.

    Niecierpliwie wyczekujemy kolejnego dnia. Plan na dziś to laguna De los Tres pod masywem Fitz Roy (3375 m n.p.m). Mimo wiatru o sile 6-7 stopni w skali Beauforta, wspinamy się do samej laguny, i jeszcze dalej – za nią, żeby zobaczyć dolną Laguna Sucia. Dumny, lecz nieśmiały szczyt Fitz Roy rzadko wynurza się z pomiędzy chmur, ale dla nas zrobił wyjątek i już w drodze powrotnej było nam dane zobaczyć jego strzelistą, gładką, masywną postać.

    Wracamy do Chile. Kolejne trzy dni naszą bazą wypadową staje się niewielkie Puerto Natales. Pamiętasz „Przystanek Alaska”? Puerto Natales posiada ten sam urok mieściny na końcu świata, gdzie wszyscy się znają, czas umila lokalne radio, a stałym elementem pejzażu są kolorowe domki z blachy i drzewa rosnące zgodnie z kierunkiem nieustannie wiejącego wiatru.

    Kolejne dwa dni spędzamy w jednym z cudów świata – w Parku Narodowy Torres del Paine, gdzie są niesamowite polodowcowe doliny, jeziora oraz słynne szczyty wież Torres oraz Cuernos. No i wieje bardzo, bardzo silny wiatr :). Na koniec naszego pobytu w Chile zdobywamy jeszcze cudowną lagunę Torres del Paine, a potem odwiedzamy zespół jaskiń w rezerwacie Jaskinia Milodona.

    Wracamy do Argentyny. Promem autobusowym przecinamy Cieśninę Magellana, wkraczając na smagane wiatrem pustkowia Ziemi Ognistej (73,7 tysiąca km²). Pewnie wiesz, że najdalej wysuniętą skałą w tym rejonie jest słynny przylądek Horn. Nazwa tej legendarnej ziemi, jak powiadają, wywodzi się od niezliczonych ognisk indiańskich, które miał zobaczyć Magellan po dopłynięciu do archipelagu w 1520 roku.

    W naszym drewnianym domu w Ushuai (miasteczko w południowej części Ziemi Ognistej, o którym mówi się „prawdziwy koniec świata”) odkrywamy… stół do ping-ponga i podczas turnieju ‘grupowego’ wychodzi na jaw, że podróżuje z nami mistrz tego sportu! 🙂

    Kolejnego dnia spacerując nabrzeżem zatoki Laptaya zdobywamy nieznany szczyt, który otrzymuje od nas imię Marina Hanke. Czujemy się jak prawdziwi odkrywcy, ale zbyt szanujemy naturę, by zostawiać po sobie jakikolwiek ślad. Przybyliśmy jako goście – obserwatorzy i odchodzimy zostawiając ten piękny świat takim, jakim go zastaliśmy.

    Nad samą zatoką zażywamy jeszcze mrożenia stóp w krystalicznie czystych wodach i analizujemy dietę Yamansa. Autochtoni wymordowani przez przybywających tu hodowców owiec spędzali całe życie w kajakach, zamieszkując zatoki kanału Beagel. Żyjemy już w innych czasach, możemy kształtować historię, możemy podróżować, zdobywać i czuć się jak odkrywcy. W sercach. I dla siebie. W poszanowaniu praw natury i kultury.

    A teraz przed nami jeszcze dwa dni w stolicy Argentyny. Co zobaczyć w Buenos Aires? Na zwiedzanie Buenos Aires należy przeznaczyć… jak najwięcej czasu 🙂 Prócz zabytków, ważne jest, by „złapać” klimat argentyńskiej metropolii. Zatańczyć tango na ulicy, napić się wina, podjąć kulinarnych wyzwań. Cała nasza wyprawa trwała 26 dni, podczas których przemierzyliśmy 8500 kilometrów. Każdy z nich, pod względem doświadczeń na wagę złota.

    Podróżniku, jeżeli ta relacja rozbudziła Twoją ciekawość – zapraszamy na wyprawę Chile, Argentyna – podróż przez Ziemię Ognistą. 

    Tekst: Dominika Serzysko

    Foto: Dominika Serzysko, Michał Kobylański